Kamienie Szlachetne

Czy ta niezwykła opowieść nie jest aby tylko piękną legendą marketingową?

Sami mieliśmy trudności, by w jej prawdziwość od razu uwierzyć. Najbardziej oczywiście w to, że „nasze” moissanity tak trudno jest odróżnić od diamentów. Nawet rzeczoznawcom. Nie mogliśmy się oczywiście doczekać, by to pierwsze natychmiast sprawdzić!

Jeszcze kilkanaście lat temu odróżnienie wszelkich dobrze oszlifowanych moissanitów było zaiste dużym problemem nawet dla ekspertów.  Rozwiązany on został technologicznie, gdy pojawiły się masowo mierniki wykorzystujące zjawisko przewodnictwa cieplnego i elektrycznego do niezawodnego testowania diamentów i moissanitów – w bardzo łatwy sposób.

Nie zdaliśmy się na los, ani wiarę w to, iż rzeczoznawcy w Trójmieście dysponują najnowszą i niezwodną aparaturą. Sami nabyliśmy sprzęt najlepszy – najnowszej generacji „pogromcę moissanitów” – Presidium Multi Tester III. 

Jaki był efekt naszych testów?  Wszyscy sceptycy i tak muszą sprawdzić to sami, bo nie uwierzą.   Niech więc sprawdzą!  Niebawem nieuchronnie pojawią się w internecie fora, grupy zakładane spontanicznie przez  Kolekcjonerów klejnotów ukrytych w Niebieskich Diamentach.  Z uwagi na uruchomiony przez COLWAY program oprawiania zebranych kolekcji w atrakcyjną biżuterię  patrz tutaj  –  „nasze” moissanity  będą tam do zdobycia na „rynku wtórnym”, by skompletować taką kolekcję.   Będą ich tam dziesiątki, znajdowanych w masie kremów Blue Diamond,  a później setki.  Czyli pojawią się możliwości weryfikacji tej niesamowitej historii przez poddanie takiego kamienia ocenie fachowców…

Dla nas takie audyty prawdziwości ogłaszanych sensacji, to nic nowego.  Pojawiały się wszak w bogatej  historii  powstawania unikatowych produktów  COLWAY już niejeden raz spektakularne postacie autorów  niewiarygodnych wręcz często wynalazków.  Wszystkie je prędzej czy później  pokazywaliśmy w sposób transparentny.   czytaj więcej – link w przygotowaniu

Tym zaś, którzy już uwierzyli – i znaleźli w masie Kremu Niebieski Diament „naszego” moissanita – radzimy szukać przez internet  znalazców diamencików w perełce.  Na tych. którzy skompletują te znaleziska,  czekają bowiem kolejne bonusy:

zobacz więcej

Otrzymujemy mnóstwo pytań inspirowanych tą niezwykłą opowieścią. Wśród nich najczęściej powtarzają się dwa:

– jaka jest wartość tych moissanitów, które niektórzy z Was znajdą w Kremie Blue Diamond?

– jakie dowody możemy przedstawić na prawdziwość tej historii, która brzmi bardziej jak legenda marketingowa?  Najlepiej oczywiście gdybyśmy ujawnili dane jej bohaterów, tak by każdy mógł sobie to wszystko zweryfikować chociażby w google… ?

Odpowiedzi na oba te pytania są nieco trudne, ale nie uciekamy od nich. Nie mamy (stan z zimy 2017/2018)  jeszcze dobrego rozeznania, jaka jest rzeczywista wartość „naszych” kamieni.  Można kupić bardzo tanio  moissanity w Indiach, gdzie ich masowa wytwórczość stała się jeszcze w czasach ochrony patentowej metody krystalicznej syntezy krzemu i węgla – prawdziwym sportem narodowym Hindusów. Nawet Charles & Clovard uznali, że walka z tym zjawiskiem nie ma sensu, lepiej objąć je swoim patronatem. Tak jednak, jak o samochodach made in India złośliwi mówią, że są zardzewiałe już w katalogu, tak tamtejsze kryształy węglika krzemu mają opinię słabych, wręcz blaknących za życia ich właścicieli, co niepodobnym je wręcz czyni moissanitom.

Półkaratowe „zwykłe”, niebieskie moissanity  o dobrym szlifie, jakości i kolorze, nie są wcale tak łatwe do nabycia, przynajmniej w hurcie. Można przyjąć, że warte są na pewno nie mniej niż 100 USD/szt. Choć to nadal nie ta liga, ciekawscy Poszukiwacze klejnotów w kosmetykach COLWAY mogą wyszukać moissanity firmowane logo:

Logo

którego ceny w internecie dadzą im jakieś odniesienie do wartości jubilerskiej takich kamieni.

TYCH konkretnie moissanitów, jakich należy poszukiwać w Kremach Blue Diamond nikt jednak, do 2018 roku, przynajmniej w Europie nie wyceniał detalicznie. Pierwsze powstały bowiem wczesną jesienią 2017 roku. Ich bardzo wysokie parametry jubilerskie nijak się mają do moissanitów jakie trafiały dotąd na rynek:

Indeks załamania światła

Materiał

2.68 – 2.72 „Nasze” moissanity
2.64 – 2.69 Moissanity na rynku
2.42 Diamenty
1.96 – 2.01 Cyrkonie
1.76 – 1.77 Szafiry
1.76 – 1.77 Rubiny

 

Przy współczynniku załamania 2,64-2,69 nawet „zwykłe”  moissanity dają więcej blasku niż diamenty. A dzięki rozproszeniu dwa i pół razy silniejszemu od płomienia diamentu (jest to łatwo mierzalne!) – „nasz” moissanit wygina światło w hipnotyzujące, wręcz tęczowe błyski ognia. Nieporównywalnie efektowniej, niż diament, rubin, szmaragd lub szafir. Wyraźny blask naszego moissanitu jest spektakularny przy każdym świetle , gdyż jego wewnętrzną strukturę krystaliczną cechują istotnie odmienne właściwości optyczne, chemiczne i fizyczne.

 

Optycznie doskonalsza struktura krystaliczna „naszych” moissanitów widoczna jest szczególnie w kamieniach kolorowych. Konkretnie wynika to z nieco szerszych szczelin pasma optycznego w tych unikatowych formach kryształów węglika krzemu.

Wszystko to powoduje, że nie umiemy jeszcze odpowiadać: ile będą te klejnoty kosztować, gdy nastąpi ich właściwa premiera rynkowa. Należy się spodziewać, że będą znacznie droższe, niż znane dotąd moissanity.

Pierwsze kilkadziesiąt tych klejnotów, w październiku 2017 roku dostaliśmy od niezwykłych ludzi  – ich stwórców – w prezencie, a gdy zapytaliśmy o cenę na setki kolejnych, jakich potrzebę zamówienia widzimy, to usłyszeliśmy w odpowiedzi: „najpierw musicie dać nam pewność, że rozprowadzacie je jako moissanity i wasza reklama mówi całą prawdę o moissanitach… gdy nam tę pewność dacie, to możecie powiedzieć ile chcecie zapłacić, a my odpowiemy czy się zgadzamy…” Potem nasze relacje się rozwijały i … za kolejną partię również nie przyjęto od nas zapłaty.

Jesteśmy w COLWAY podekscytowani tym, że uczestniczymy w prapremierze europejskiej klejnotów jakich świat dotąd nie znał. Gemmologia, to dziedzina nam obecnie daleka, lecz w tym przypadku poczuliśmy „nasze klimaty”. Dlatego z największą przyjemnością weźmiemy udział w misji zrodzonej z Pasji. W misji pokazywania w naszej części świata  absolutnie po raz pierwszy – TYCH moissanitów.   W spektaklu ich prawdziwej inauguracji.

Nie jest dla nas najważniejsze, skoro rozdajemy je w prezentach, czy półkaratowy nasz klejnot warty jest 100 USD, czy 500 USD lub jeszcze więcej.  Skoro w wybranych losowo Kremach Niebieski Diament nie mogły się znaleźć niebieskie diamenty, bo … takich praktycznie nie ma, to uznaliśmy, że dla Promocji tego niezwykłego kosmetyku nie mogło się nam trafić nic atrakcyjniejszego niż TE właśnie klejnoty!

Układ jest absolutnie uczciwy: my, COLWAY i skupiona wokół tej firmy od 2004 roku społeczność Konsumentów, ukontentowanych jakością wyjątkowych i niemożliwych do nabycia gdzie indziej produktów oraz Dystrybutorów, zarabiających na tychże produktach naprawdę zacne pieniądze – z przyjemnością rozniesiemy po Polsce wici o zaiste niezwykłych kamieniach jubilerskich, nowej generacji (szczególnie niebieskich) moissanitach. Klejnotach przebijających w wielu aspektach diamenty. Z kolei prześliczne, niebieskie moissanity, pomogą popularyzować również niezwykły z wielu względów, rdzennie polski kosmetyk Blue Diamond Cream.

Strony tej umowy łączy wspólnota Pasji w tym co robią od lat, a także coraz rzadsza we współczesnym świecie spontaniczna chęć udzielania wzajemnej, synergicznej pomocy, zrodzona z dostrzeżenia właśnie wspólnoty swoich Pasji…

Polak też potrafi! O rodzimym projekcie syntezowania moissanitów innych od wszystkich dotąd znanych – czytaj tutaj: http://www.kariera.fais.uj.edu.pl/media/projektor_uj-doskonaly_krysztal.pdf

O Naszych Moissanitach

COLWAY założyli w 2004 roku Maurycy Turek i Jarosław Zych.  czytaj więcej o sylwetkach twórców (w przygotowaniu)

Firma ta powstała z pasji i zawsze szukała Pasjonatów – a tacy zawsze lgnęli do COLWAY.  Zaczęło się, właśnie w 2004 roku, od stworzenia skutecznego sposobu wykreowania popytu na jeden z najciekawszych kosmetyków w historii świata – 100% naturalny żel tworzony przez 3-helikalne molekuły kolagenu, izolowane bezpośrednio ze skór rybich metodą wynalezioną i opatentowaną w Polsce czytaj więcej (w przygotowaniu) – którego nikt wcześniej nie potrafił zagospodarować merkantylnie, bo nikt też nie wierzył wówczas w rzecz przeczącą nauce, istnienie aktywnych biologicznie i zdolnych przenikać przez naskórek form kolagenu.

W latach późniejszych drogi COLWAY zeszły się jeszcze nie jeden raz z ludźmi rozmaitych pasji, którzy dokonywali wynalazków równie doniosłych, co niedocenianych. Opracowywali nieznane wcześniej formuły substancji  lub technologie łączenia składników dotąd nie łączonych. Odkrywali też sposoby wytwarzania czegoś znakomicie efektywniej, bądź po wielokroć taniej niż potrafiono to robić na świecie.  Pasjonatami „odkrywanymi” przez COLWAY byli najczęściej Polacy. Jednym z przykładów jest dr Krzysztof Słoń, który popchnął do przodu historię podboju Kosmosu, a nie ma nawet notki w Wikipedii… czytaj więcej (w przygotowaniu)

 

Historia pochodzenia tych konkretnie moissanitów, jakie użytkownicy Kremu Niebieski Diament znajdować będą coraz częściej w masie tego kosmetyku, wpisuje się modelowo wręcz w historię COLWAY, obfitującą w zdarzenia, które żyją dzięki temu, że stały się legendami marketingowymi. Legendy tym przecież różnią się od bajek, iż zawsze rodzą się na kanwie czegoś, co miało miejsce naprawdę…

Markizowy pierscien COLWAY

Moissanity są naprawdę kamieniami szlachetnymi, które z uwagi na obiektywne ich cechy powinny zdobić miliony pierścionków zaręczynowych i inną biżuterię. Ich „karierę” dosłownie zabiło lobby diamentowe oraz splot innych okoliczności natury ekonomicznej.


„Zawsze przecież jest tak, że gdy istnieje coś, co śmiało  można nazwać cudownym, to znajdą się ludzie, którzy nie pogodzą się z tym, by zostało nam to odebrane”.

 Isaac Finger

(berliński jubiler, którego Jarosław Zych, twórca COLWAY-  nazywa swoim Nauczycielem)

 

Patent  US 5723391 A zgłoszony przez  Charlesa Huntera i Dirca Verbiesta, który dzięki zmyślnym 17-tu zastrzeżeniom praktycznie zamknął na 20 lat komukolwiek, chcącemu tworzyć moissanity jeszcze lepsze, jeszcze twardsze i piękniejsze niż potrafił Cree Research Inc – drogę do tego, bez posądzenia o plagiat – wygasł 30 października 2016 roku.  Większość praw ochronnych,  znanych jako patenty na „moissanity Charlesa i Colvarda” wygasa w latach 2017/2018.

Krajobraz po bitwie wygląda obecnie tak, że tworzenie struktur moissanitów, jeszcze bardziej zbliżających się twardością w skali Mohsa do diamentów i jeszcze bardziej dystansujących je w wielu innych cechach, wydaje się pozbawione sensu… Jako że jednak Pasja nie rozumie pojęcia: bez sensu – są też zakochani w kryształkach węgliku krzemu, którzy stworzyli klejnoty, jakich jeszcze świat nie widział…

Moissanity, zupełnie absurdalnie, ale dość powszechnie postrzegane są jako „imitacje” lub podróbki diamentów. Jakby „lepsze” cyrkonie lub kryształy Swarovskiego. Ewentualnie jako „coś” pomiędzy karborundem a diamentem, ale przynależące raczej do minerałów przemysłowych niż kamieni szlachetnych.   Bezwzględne prawa marketingu stanęły ponad chemią, fizyką, optyką, gemmologią, estetyką i po prostu prawdą, która jest w definicji klasycznej zgodnością słów i myśli z rzeczywistością, a nie zgodnością z interesami kogokolwiek. Takim stał się jednak współczesny świat.

Zawsze przecież jest tak, że gdy istnieje coś, co śmiało  można nazwać cudownym, to znajdą się ludzie, którzy nie pogodzą się z tym, by zostało nam to odebrane.

Więc oczywiście tacy ludzie się znaleźli i od dnia, kiedy nikt ich za to nie może pozwać, realnie syntezują coraz doskonalsze moissanity.  Robią to, bo się w nich zakochali. Już latem 2017 roku pozyskali kamienie, których istnienie nakazuje zweryfikować publikowane dotąd dane na temat dyspersji i załamania światła, a przede wszystkim twardości przepięknie dających się oszlifować monokryształków węglika krzemu…

Są to ludzie niezwykli. Moissanity stały się dla nich wszystkim i wiedzą o nich wszystko, czyli także rzeczy, o których jeszcze branża jubilerska nie ma pojęcia. Przez lata rozwijania tej wiedzy w ukryciu posiedli np. sekret ustawiania linii szlifowania moissanitów nierównoległe do siebie na sąsiednich fasetkach i doskonałego upodobniania połysku rondysty do typowego dla szlifu brylantowego diamentów. A także umiejętność idealnego zamaskowania tzw. dwójłomności oszlifowanego moissanita, która odróżnia go od brylantu pod lupą doświadczonego gemmologa. Potrafią nadawać swoim kryształom węgliku krzemu niewiarygodnie realistyczne iluzje inkluzji, jakich nigdy żaden rzeczoznawca świata nie widział występujących gdzie indziej niż w diamentach. Potrafią od niedawna wykrystalizować kamienie o twardości nie 9,2 – 9,4 jakie poznał świat w okresie monopolu układu Cree Research Inc – Charles & Clovard  – K&G, lecz 9.69 – 9,72  w skali Mohsa!  Kiedy się bawią w najlepsze, to tworzą kamienie o niestosowanych już dawno „szlifach historycznych”:

Szlif historyczny diamentów

… oprawiają je w stylu biżuterii sprzed wieków i zanoszą do wyceny najbardziej renomowanym rzeczoznawcom.

 

Mówiąc językiem zrozumiałym, ci geniusze  mogliby stać się źródłem zaopatrzenia dla oszustów praktycznie doskonałych.  Mogliby zarobić na tym fortunę i nawet trudno byłoby postawić im zarzut popełnienia przestępstwa.

Nigdy jednak czegoś takiego nie zrobią.  Przez myśl by im to nawet nie przeszło,  a powód takiej postawy może wydawać się wielu ludziom szokujący, gdyż wynika w mniejszym stopniu z ich uczciwości, a w decydującym z absolutnego, niemożliwego w żaden sposób do podważenia przekonania, że moissanity, a szczególnie ICH moissanity – są kamieniami znakomicie lepszymi w kategoriach jubilerskich i estetycznych od diamentów!

Posłużenie się ich kamieniem po to, by wzięty został za diament, tak rażąco nie godzi się ze światem ich wartości, że nigdy nie sprzedadzą żadnego z nich nikomu, kto wzbudza choć cień podejrzenia, że przedstawi go inaczej niż jako moissanit!

Przed taką Pasją można tylko pochylić czoła.

Dlatego właśnie użytkownicy Kremów Niebieski Diament, oprócz małych diamentów, będą coraz częściej znajdować w tych kosmetykach moissanity i to dość zacnych rozmiarów. Nie mniejsze niż 0,5 ct.  Dodajmy od razu – TE MOISSANITY, o których wyżej mowa. Kamienie absolutnie niezwykłe, jakich na początku 2018 roku jeszcze nie można było nigdzie kupić. Nie mniejsze, niż 0,5 ct. Oczywiście – niebieskie.

Urzekła nas bowiem ta historia. Kiedy ją poznaliśmy, byliśmy absolutnie pewni, że nie znajdziemy nigdzie na świecie  klejnotów o barwie niebieskiej, bardziej godnych tego, by chować je w wybranych losowo Kremach Niebieski Diament.

Jak COLWAY zdobył unikalne klejnoty?

Moissanit – cudowny i doprawdy niewiele ustępujący diamentom klejnot –  nie podbił dotąd świata biżuterii z powodu zbiegu kilku, niekorzystnych okoliczności. Jako kamień naturalny, w żaden sposób nie mógł, gdyż szanse znalezienia takich moissanitów (wyłącznie w resztkach meteorytów, jakie spadły na Ziemię lub kominach kimberlitowych) są jak 1:1.000.000 w stosunku do częstotliwości znajdowania diamentów.

W przeciwieństwie jednak do diamentów, których formy syntezowane ciągle jeszcze nie dościgają wzorca naturalnego – proces krystalizacji węglika krzemu daje efekty w niczym nie gorsze od tworów Natury. czytaj więcej dlaczego

Syntezowane moissanity zawsze będą „bardziej” moissanitami – takimi samymi jak moissanity naturalne – przybysze z kosmosu, niż najdoskonalsze nawet sztucznie powstałe diamenty – diamentami. Dlaczego? Otóż syntetyczne diamenty wytwarzane są obecnie przy zastosowaniu tzw. metody wysokociśnieniowo-wysokotemperaturowej. Na dnie komory reakcyjnej umieszcza się syntetyczne zarodki kryształu diamentów, a w jej obrębie – syntetyczny diamentowy proszek z dodatkami pierwiastków żelaza, kobaltu, grafitu, niklu. Temperatura w komorze wynosi od 1350 C⁰ do ok. 1500 C⁰. Czas wzrastania diamentu jednokaratowego wynosi około 60 godzin, a pięciokaratowego – ok. 180 godzin. Efekty takiej operacji w zasadzie nie odbiegają znacznie od procesu krystalizacji węgla, jaki zachodził od czterech bilionów lat w naturze. Syntetyki charakteryzuje taka sama struktura, barwa i właściwości, w tym twardość, dyspersja, brylancja. Trudności z ich odróżnieniem od diamentów naturalnych mają nawet rzeczoznawcy.

Jest tylko jeden szkopuł. Oprócz tego, że poczęcie wszystkich diamentów nastąpiło w prawdziwych czeluściach Ziemi, w wysokich temperaturach i ciśnieniu – potrzebny był jeszcze czas… liczony w miliardach lat. Od jednego, do ponad czterech miliardów lat. Dlatego gdy spoglądamy na piękny, oszlifowany diament, czyli brylant, to z blasku z niego wydobytego poziera na nas prawie cała historia planety. Najmłodszy znaleziony dotąd naturalny diament liczył sobie nie mniej niż 980 milionów lat. Potrafimy zatem już stworzyć wszystkie warunki geologiczno – fizyczne, by przeprowadzić syntezę diamentu. Poza … czasem, nad którym nie zapanujemy nigdy, dlatego nawet najdoskonalsze syntetyczne diamenty nie będą nigdy takimi, jakie tworzyła Natura…

Nie zdążymy niestety poczekać na nowe naturalne diamenty, gdy wyczerpiemy wszystkie ich złoża.

Z naturalnymi moissanitami jest inaczej. Tych, które znaleziono w kominach kimberlitowych w Południowej Afryce – i przez wzgląd na ich znikomą ilość właściwie bezcennych – dotyczy oczywiście wszystko to, co napisane wyżej o naturalnych diamentach. Takie moissanity już jednak za „kadencji” Homo sapiens na planecie Ziemia nie powstaną. Byłoby im nawet trudniej niż diamentom, gdyż nie są kryształami węgla, a węglikami krzemu i do syntezy wymagają temperatury jeszcze znacznie wyższej (2500- 2700 C⁰) niż diamenty, a nadto całkowicie beztlenowego środowiska, gdyż krzem i węgiel w obecności tlenu, zawsze połączą się z nim, a nie ze sobą, więc zamiast pięknego moissanitu powstanie krzemionka (SiO2) i dwutlenek węgla (CO2). Litosfera ziemska zawiera tak znaczne ilości tlenu, że kosmiczne wręcz, wysokotemperaturowe warunki beztlenowe nie wydają się już nigdy możliwe w przewidywalnej erze geologicznej nawet w głębokich czeluściach naszej planety możliwe.

Ale… naturalne moissanity powstają w kosmosie. Rodzą się w nim nieustannie i to nawet tu i teraz, rozumiejąc przez „tu” Układ Słoneczny, a „teraz” odwiedzające nas niezwykle rzadkie niestety komety i meteoryty, których powierzchniowe warstwy rozgrzewają się w atmosferze do 2500 C⁰ i więcej. Gdyby tak silnie rozgrzane ciała niebieskie o strukturze beztlenowej spadały na Ziemię częściej, to wszystkie byłyby bardzo poszukiwanym znaleziskiem – skonkludowali amerykańscy uczeni badający moissanity z meteorytów w Diabelskim Kanionie (Canyon Diablo) – gdyż zawierałyby złoża pięknych klejnotów o twardości niemal diamentu i o wielu cechach go przewyższających. Znalezione meteoryty z moissanitami są niezwykle rzadkie, gdyż wymagają spełnienia unikalnych w kosmosie warunków. Muszą zawierać krzem i węgiel, niezbędne do syntezy oraz dużo metali (np. żelazo, nikiel) aby tarcie atmosfery rozpaliło je do ponad 2500 C⁰. Przy czym jeszcze krzem i węgiel znajdować się muszą na tyle blisko powierzchni komety, by temperatury tej doznać, a na tyle daleko, by nie wejść w kontakt z tlenem atmosferycznym. Prawdopodobnie spełniających takie warunki ciał niebieskich wchodzi w atmosferę ziemską kilkadziesiąt rocznie, z czego niemal wszystkie ulegają całkowitemu spaleniu lub wpadają do oceanów. Zjawisko jednak ma miejsce, czego dowodzą znaleziska w Arizonie.

Rodzą one też niezwykłą konkluzję. O ile proces przemysłowego syntezowania diamentów trwa zazwyczaj kilkadziesiąt godzin, co nie budzi szacunku w porównaniu z setkami milionów lat,jakich wymagało powstanie diamentów w naturze to wytworzenie syntetycznego moissanitu może być nawet dłuższe w czasie, niż przelot meteoru przez atmosferę ziemską! Mając na uwadze, że wszystkie inne cechy moissanitów syntezowanych nie odbiegają w żadnym chemicznym ani fizycznym detalu od ich kosmicznego wzorca, mamy prawdopodobnie do czynienia z fenomenem: moissanity są pierwszymi kamieniami szlachetnymi, których postać syntezowana wytrzymuje wszystkie absolutnie porównania ze swoim naturalnym, a do tego pochodzącym z innych światów pierwowzoremi!  Ludzie, którzy je tworzą, dokonali czegoś znacznie większego niż ci, którzy opanowali proces syntezy diamentu!

Mieliśmy w COLWAY niezwykły zaszczyt poznać osobiście tych ludzi, którzy tego fenomenu dokonują! Najbardziej urzekli nas tym, że jako pierwsi na świecie nie tylko doścignęli kompetencje przyrody nieożywionej, lecz je dystansują. Namacalnym tego dowodem są cudowne niebieskie kamienie w brylantowym szlifie oraz urodzie najrzadszych i najdroższych klejnotów świata: naturalnie niebieskich diamentów!

Takich moissanitów dotąd nie znaleziono. Niebieskie cudeńka, których twardości, dyspersji i połyskowi nie dorównują na pewno żadne klejnoty o zbliżonych barwach: szafiry, topazy, akwamaryny, tanzanity, spinele, lazuryty, larimary czy cyjanity – musiał stworzyć człowiek.

Szukajcie ich! Są zatapiane w masie Kremu Niebieski Diament.

niebieski-diamencik

 

Z punktu widzenia gemmologów i szlifierzy kamieni szlachetnych – moissanity są nawet lepsze od diamentów. Wytwarzane od już blisko 30 lat, syntetyczne moissanity mają 100% wspaniałych cech swoich archetypów – przybyszów z Kosmosu plus wszystkie te, jakich nabywcy ekskluzywnej biżuterii oczekują od kamieni jubilerskich.  Najlepiej obrazuje to zjawisko powszechne w latach 90-tych, kiedy właśnie na rynku pojawiły się moissanity i wywołały w branży jubilerskiej panikę, gdyż gemmolodzy nie mieli jeszcze wiedzy i przyrządów by odróżniać je od diamentów.  Po dziś dzień dziesiątki tysięcy właścicieli certyfikowanych brylantów nie wie, iż są to moissanity.

Te niezwykłe kamienie posiadały więc wszystkie atrybuty, by podbić rynek biżuterii, lecz … wpadły w pułapki ludzkiej chciwości.

Jako pierwsza do ideału technologicznego w procesie syntezy węglików krzemu zbliżyła się amerykańska firma Cree Research Inc, która natychmiast w 1991 roku zabezpieczyła swoją metodę patentem. Wyłączności na zakup najlepszych w tamtym czasie monokryształów udzieliła firmie Charles & Clovard z Północnej Karoliny, ta z kolei sprzedała wyłączność na wytwarzanie wszelkiej biżuterii z chronionymi patentem moissanitami firmie K&G z Florydy, która udzieliła wyłączności na jej promocję księżniczce Yorku Sarah Ferguson.

Był to dobry plan biznesowy, wzorowany na strategiach koncernów kontrolujących rynek diamentów. Jednakże wyżej wymienione towarzystwo okazało się za słabe w zderzeniu z diamentowym lobby, na czym najbardziej przegrały moissanity.

Rodzina kryształów „węglika krzemu” liczy ponad 200 członków więc w laboratoriach pasjonatów powstawały kolejne, także lepsze jeszcze od kamieni Charlsa & Clovarda moissanity, które jednak nie mogły ukazywać się na rynku przez wzgląd na ochronę patentową.

Kiedy ta ostatnia wygasła wreszcie w 2016 roku, to lobby diamentowe zdążyło  już zrobić swoje, czyli nie pozwoliło moissanitom pod rządami nieskutecznego marketingowo monopolu się przebić.  Kto dziś szuka informacji o moissanitach w internecie, ten pierwsze co przeczyta, to artykuły nieuczciwie stygmatyzujące je jako imitacje diamentów. Napotka też na liczne kłamstwa z największym na czele: informacją, jakoby moissanity nie miały swojego wzorca w naturze.

Wiele lat dezinformacji zepsuło cenę tych klejnotów obiektywnie wartościowszych od np. szafirów czy szmaragdów na długo.

Czy więc ukryliśmy w co piątym Blue Diamond po prostu moissanit?

Nie. To nie byłoby w stylu COLWAY

COLWAY słynie przecież od zawsze z tego, że znajduje dla Uczestników naszej Organizacji unikalne wynalazki, biotechnologie i substancje, a także strategie i narzędzia marketingowe:

– jedyny taki na świecie, opatentowany dla nas, sposób pozyskiwania aktywnego biologicznie kolagenu czytaj więcej (w przygotowaniu)

– jedyną taką, również opatentowaną dla nas, formułę diosminy, która potrafi ukrwić cebulki włosowe czytaj więcej (w przygotowaniu)

– jedyną taką (złożony wniosek patentowy) postać piperyny, która zwiększa kilkukrotnie przyswajalność karotenoidów czytaj więcej (w przygotowaniu)

– jedyne takie (złożony wniosek patentowy) chemisorpcyjne połączenie srebra z tlenem czytaj więcej (w przygotowaniu)

– pierwszy na świecie atelokolagen pozyskiwany z natywnej postaci kolagenu czytaj więcej (w przygotowaniu)

– jedyne znane aminokwasy, które cechuje niemal 100%-owa anaboliczność czytaj więcej (w przygotowaniu)

– pierwszy taki stworzony w Europie czynnik wzrostu fibroblastów czytaj więcej (w przygotowaniu)

– pierwszy kontrolowany rozpad 3-helisy kolagenu czytaj więcej (w przygotowaniu)

– pierwsza zastosowana w kosmetyku siatka polimerowo-krzemowo-węglowa czytaj więcej (w przygotowaniu)

– pierwsze takie na świecie sposoby konfekcjonowania kosmetyków czytaj więcej (w przygotowaniu)

– jedyna taka organizacja konsumencko-dystrybucyjna, która dla maksymalnego ułatwienia jej uczestnikom możliwości zarobkowania na wykorzystaniu w/w atrybutów oparła swoją strategię o spontaniczne orędownictwo konsumenckie, odrzucając jednocześnie wszystko to, co najczęściej zniechęca ludzi do zajmowania się sprzedażą bezpośrednią i wielopoziomowym marketingiem sieciowym czytaj więcej (w przygotowaniu)

Jeżeli znaleźliśmy w latach 2004-2018 dla osób współpracujących z COLWAY tyle unikalnych atrybutów, to… dlaczego nie mieliśmy znaleźć dla misji promocji naszego Niebieskiego Diamentu unikalnych i oczywiście niebieskich klejnotów?

Kraina kamieni szlachetnych okazała się tak samo pasjonująca w jej eksploracji, jak świat biotechnologii…

 

Moissanit

Naturalnie niebieskich diamentów, które przed miliardami lat nabyły swojego niebieskiego zabarwienia dzięki obecności w strukturze węglowej boru , jak już wspomnieliśmy, prawie… nie ma na świecie. Te, które można kupić, w 99,9% zostały zabarwione przez napromieniowanie. Dlatego naturalny błękitny diament o intensywnej barwie i wadze około karata może kosztować od 500 tysięcy do nawet kilkudziesięciu milionów dolarów.

Z powyższej przyczyny w Kremach Niebieski Diament nie mogły zostać ukryte niebieskie diamenty. COLWAY słynie wszak od wielu lat z tego, że odkrywa rzeczy bardzo dobre i unikatowe... Praktycznie te odkrycia wykorzystuje i udostępnia tak konsumentom, jak osobom wykorzystującym szanse zarobkowania na tym. czytaj więcej

Lobby diamentowe bezwzględnie i skutecznie strzeże najpiękniejszych i jednych z najstarszych w dziejach biznesu legend marketingowych.  Kto np. słyszał, że diament nie jest w istocie najtwardszą substancją na świecie?  Jest nią – i to twardszą o aż 58%! – uzyskana metodą syntezy przez zespół profesor Jodie Bradby z Australian National University -heksagonalna postać lonsdaleitu, meteorycznej formy grafitu. czytaj więcej

 

Podobnie niewiele osób słyszało o tym, że istnieje kamień szlachetny załamujący światło lepiej, niż diament! Ustępujący mu tylko nieznacznie twardością (9,2 – 9,5 w skali Mohsa). Czyli twardszy od rubinów, szmaragdów i szafirów. Jest on przy tym wytrzymalszy od diamentu, trzykrotnie odporniejszy na temperaturę, ma lepszy od niego połysk oraz ognistość i zazwyczaj daje się bardziej doskonale oszlifować. Tak samo „kosmiczny” jak lonsdaleit. W naturze znajdowano go również w meteorytach oraz w tych samych kominach kimberlitowych, co diamenty, lecz milion razy rzadziej. Zewnętrzną powierzchnię tego kamienia (o grubości około 15-300nm) stanowią zresztą czyste kryształy węgla, czyli… jest to po części diament. Nazywa się on moissanit…

Moisanit-Diamentowe-Wiesci-

Podobnie jak lonsdality – moissanity są przybyszami z kosmosu. Pierwsze moissanity znalazł w 1893 roku w meteorycie francuski noblista, dr Henrie Moissan. O tych niezwykłych klejnotach słychać stosunkowo niewiele, gdyż wielkie koncerny, kontrolujące niewyobrażalnie dochodowy rynek diamentów robią wszystko, by o moissanitach mówiono jak najmniej, a jeżeli już, to jako o „podróbkach”, imitacjach diamentów, co ma hamować na nie popyt.

Moissanity, również wytwarzane obecnie syntetycznie nie są bynajmniej podróbkami. To osobne kamienie jubilerskie, które diamenty pod wieloma względami przewyższają. Gdy cyrkonie i inne kryształy, bądź syntetyki z czasem blakną - moissanit, tak samo jak diament zachowuje kolor i blask wiecznie. A nawet więcej – i ważne było to dla nas – niebieskie diamenty (z wyjątkiem niemal mitycznych, niebieskich z natury) również tracą powoli swój błękit, natomiast moissanit zabarwiony na niebiesko jest blady, ale jego barwa przetrwa bez zmian miliony lat. Tak, jak diament jest kryształem węgla, moissanit to węglik krzemu, czyli całkiem inny minerał, który naturalnie powstaje w warunkach znacznie bardziej ekstremalnych niż te, w których rodzą się diamenty.

Moissanit może posiadać powierzchniową warstwę skrystalizowanego węgla, co przy ich twardości, brylancji i dyspersji powodowało, iż pierwsze moissanity były nie do odróżnienia od diamentów. Z czasem rzeczoznawcy nauczyli się tego i powstały nawet przyrządy „wykrywające” moissanity. Aż do roku 2018, w którym znowu pojawiły się moissanity stworzone przez pasjonatów, które zafrapowały gemmologów…

Moissanity są oczywiście tańsze od diamentów. Powodują to czynniki historyczne i emocjonalne oraz bezwzględna polityka potężnego lobby diamentowego, tłumiącego wszelkie medialne informacje o zaletach moissanitów. Branży jubilerskiej, ale przede wszystkim sferom opiniotwórczym, które kształtują światową modę – skutecznie wmówiono, iż są one „podróbkami” diamentów, choć patrząc fizycznie, chemicznie i geologicznie – to nonsens lub raczej zwykłe biznesowe kłamstwo, które za pieniądze stało się tezą obowiązującą. Koncerny diamentowe zwalczają moissanity tak perfekcyjnie, że skutecznie ukryły nawet pewien wielki sekret…

Otóż diament uchodzi, jak wiadomo za niezniszczalny. Nie jest to jednak do końca prawda. Diament można zniszczyć nader łatwo. Spala się bowiem całkowicie w temperaturze już 900 ⁰ C. A wystawiony na promienie silnie skupionego przez soczewkę światła słonecznego po prostu… zniknie. Jest przecież w istocie… węglem i pod wpływem silnej wiązki światła zamieni się w CO₂ - dwutlenek węgla.

Moissanit jest węglikiem krzemu więc i promień lasera nie przymusi go do utlenienia. Nawet moissanity pozyskiwane obecnie w procesach syntezy wytrzymują bez szwanku temperatury ponad 2300 ⁰ C. Nic w tym dziwnego, gdyż węgiel i krzem potrzebują takich temperatur by się łączyć. W naturze kamienie te powstają w warunkach podobnych do panujących wokół gwiazd, gdzie diament uległ by natychmiastowemu wyparowaniu. Jeżeli więc jakikolwiek kamień szlachetny zasługuje na to, aby być bohaterem baśni o niezniszczalności, to zdecydowanie jest nim właśnie moissanit.

Niedocenianie moissanitów wydaje się też niesprawiedliwe z punktu widzenia estetycznego. Cechuje je bowiem lepsza od diamentów dyspersja i brylancja. Jeżeli przyjąć, że piękno absolutne, czyli maksymalną ilość efektów świetlnych w postaci odbić, załamań i rozszczepienia wiązki światła wydobywa się z kamienia, poprzez idealne proporcje oraz wykończenie szlifem idealnym - decydującym o tym, czy klejnot uzyska tzw. „życie,” czy też będzie kamieniem „martwym”, który gubi wpadające do niego światło – to moissanit z pewnością da się oszlifować lepiej niż diament i zawsze obiektywnie wygra cechami jubilerskimi z diamentem…

Skoro więc tak jest i moissanity z pewnością nie ustępują diamentom estetycznie i tak mało różnią się od nich fizycznie, a wreszcie skoro można zdobyć je w kolorze niebieskim – to COLWAY ukrył w co piątym Kremie Niebieski Diament z aktualnej partii – moissanit o wadze 0,4 - 0,6 ct. Przy tym, nie są to moissanity, które tak po prostu można kupić. To szczególna ich odmiana, o czym dalej…

blue-diamond-cream-colway

Nie ma na świecie klejnotów o zabarwieniu niebieskim, w których światło gra piękniej niż w tych, jakie znajdą niektórzy w Kremie Blue Diamond. Współczynnik dyspersji w niebieskich moissanitach często przekracza 0,100, podczas gdy w niebieskich diamentach nigdy nie jest większy, niż 0,050, a w żadnych kamieniach szlachetnych o barwie niebieskiej nie przekracza 0,020. Dla porównania: w rubinach i szafirach wynosi maks. 0,018, a w szmaragdach 0,014.

O Niebieskich Diamentach

Diamenty niebieskie są tak INNE pomiędzy wszystkimi diamentami kolorowymi, jak unikalne są one wszystkie wśród diamentów bezbarwnych, a te pomiędzy wszystkimi minerałami świata. Jeśliby wybierać symbol elitarności, unikatowości i klasy jednocześnie, to nie ma na Ziemi kandydata lepszego, niż właśnie niebieski diament… Ponieważ naturalnie niebieskich diamentów prawie… nie ma na świecie…  Dokładnie jest to tak, że przez wieki oszlifowano miliardy różnych diamentów, ale naturalnie niebieskich zaledwie kilkanaście tysięcy.

Nabyły one swojego  niebieskiego zabarwienia dzięki obecności w strukturze węglowej boru, czasami skutkiem naturalnego napromieniowania (są wówczas w kolorze akwamarynu). Szaro-niebiesko lub lekko fioletowo zabarwiają też diamenty naturalnie, poprzez absorbcję tzw. defekty wodorowe.

Można przywołać liczne argumenty na ultraunikalność właśnie diamentów niebieskich, ale wspomnimy tu tylko o jednym: wszystkie diamenty świata są doskonałymi izolatorami prądu elektrycznego. Przewodzi go tylko jeden, jedyny: naturalnie niebieski.

Najbardziej znanym spośród niebiesko naturalnie zabarwionych diamentów jest słynny Hope, który był pierwotnie 112.25 karatowym, nieoszlifowanym kamieniem znalezionym w Indiach i sprzedanym francuskiemu królowi Ludwikowi XIV. Pierwszy raz oszlifowany ważył ponad 67 karatów. Jego burzliwe losy miały wręcz wpływ na dzieje świata, co uwieczniły liczne dzieła literackie i filmowe. Przypisywano mu też odpowiedzialność za dziesiątki ludzkich tragedii. By fatum to odwrócić, przeszlifowano go ponownie, zmniejszając ciężar do 45,52 ct, co uczyniło go  w relacji masy do szacowanej wartości prawdopodobnie najdroższym klejnotem na świecie.

Diament Hope

 

Niedostepność naturalnych niebieskich diamentów spowodowała, że zaczęto barwić, czyli “traktować” kamienie bezbarwne. Wytwarza się ich obecnie na kilka sposobów wiele, nawet uzyskując barwy efektowniejsze od naturalnych:

 

Traktowane niebieskie diamenty nie dosięgają jednak ani cen, ani legendy swojego wzorca… Patrząc przez pryzmat obiektywnych cech fizycznych, a przede wszystkim walorów estetycznych – istnieje  (szczególnie w barwach niebieskich) kamień znacznie bardziej budzący wyobraźnię…

 

Moisanit-wiecej

COL-WAY

Maurycy Turek, Jarosław Zych

Spółka Jawna
84-207 Koleczkowo

ul. Hippiczna 2
NIP: 5882393026

tel. +48 58 676 20 27

tel. +48 58 676 22 62

Adres e-mail: colway@colway.pl

pn-pt 8-16

COLWAY 2017